Bo właśnie nikt się tego nie spodziewał. Co może się stać, gdy całkiem spora grupa młodzieży z Hołogi, po dynamicznym roku szkolnym, decyduje się na wyjazd zagraniczny do Spreewaldu w Niemczech? Tam zamiast ulic płynie woda w malowniczych kanałach, tworzących sieć strumieni ciągnących się przez blisko 970 km. Region ten został uznany za Rezerwat Biosfery UNESCO.
W takich okolicznościach przyrody czas nagle totalnie zwolnił, co wydawało się wręcz terapią szokową. Drastycznym detoksem dla przebodźcowanych młodych organizmów. Nagle byliśmy jakby w słonecznym śnie, a jeśli napiszemy, że doznaliśmy nawet całkiem realnego odczucia znajdowania się w czasopętli, to wszystko za sprawą czarującej pani przewodnik.
To ona właśnie musiała znać się na czarach, choć na czarownicę zupełnie nie wyglądała. A jednak jej czarodziejska moc dała nam się we znaki, wprawiając nas w iście „błogi spokój”, wbrew wszelkim logicznym normom. No, ale nie o to przecież chodzi, co komu wychodzi… Skupmy się raczej na wewnętrznej radości z oczekiwania na koniec roku szkolnego. W tak pięknych okolicznościach przyrody każdy powie, że nic więcej do szczęścia nie było trzeba.
Bo w naszym „zielonym” autobusie wszystko wróciło do normy – była ulubiona muzyka i głośny śpiew, mnóstwo przyjacielskich rozmów, radości oraz sympatycznych komentarzy panów kierowców.
Jak zawsze podziękowania kierujemy w stronę niezastąpionych pań: Arlety Stachowiak-Szymańskiej, Anny Prałat, Aleksandry Antoniewicz-Kaszczyńskiej oraz najcudowniejszej na świecie pani dyrektor Marzeny Ginter.